Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2013

Franusiowy komplecik

                 W tytule jest komplecik, w rzeczywistości czapka była noszona jesienią, zaś komin powstał zupełnie niedawno jako coś pośredniego między lekką chustą na szyję a polarowym szalikiem.
             Czapeczka podpatrzona w sieci, wzór szalenie mi się spodobał :) szyta na wariata, odmierzyłam tylko dziecku obwód główki, reszta robiona bez żadnych przymiarek, o dziwo wyszło za pierwszym razem:)
                  Szykując się do komina też podpatrzyłam trendy z sieci - postawiłam na jedną stronę bawełnianą (tu wykorzystałam resztki tkaniny w autka przywiezionej z Niemiec), strona wewnętrzna to niezidentyfikowany przeze mnie materiał z sh - miękki jak flanelka, w fajnym oranżowym kolorze :) Napki zastąpiłam wygodniejszymi dla mnie rzepami. Z zależności od potrzeby komin można ułożyć ściśle wokół szyjki lub naciągnąć na brodę.

Franek ładnie mi pozował :)

Jestem zakochana w oczach mojego synka :)



Tu widać, jak czapka się fajnie na główce układa...

Co ta mama kombinuje z moją czapeczką? :)


Pozdrawiam :)

czwartek, 7 listopada 2013

Ostróda szyje jasie - relacja z imprezy długo dłuuugo po czasie...

                Impreza już dawno za nami, a ja dopiero zabrałam się za napisanie posta...Cóż, nie mam żadnego wytłumaczenia, poza chorobliwym ostatnio brakiem czasu...  W pierś się biję i już piszę...
                Przyznam szczerze, miałam mnóstwo mnóstwo wątpliwości, czy aby wszystko wypali, czy znajdziemy sponsorów, czy przyjdą ludzie... sporo było tych obaw, ale ja zawsze panikuję, niejako na zapas :)  Na szczęście nic z tych rzeczy się nie przydarzyło :)
                Z racji specyfiki miejsca, w którym odbywało się spotkanie (czytelnia ostródzkiej MBP) imprezka została podzielona na dwie części: piątek po naszych godzinach pracy, czyli od 18 do 20, i sobota w godz. 14-16. Spodziewałyśmy się większej ilości osób w sobotę, bo wiadomo - kto przyjdzie w piątek, po całym tygodniu pracy, i to w takich godzinach? A tu przyjemne rozczarowanie :) w piątek przyszło 3 razy więcej osób niż z sobotę :) Ale suma sumarum ilość osób nie ważna - ważne było, czy uda się obszyć nasz szpital.
I udało się :D Skończyliśmy w sobotę przed czasem, na spokojnie można było poskładać gotowe poszeweczki i posprzątać salę. W sumie przyszło ponad 40 osób - w tym dwóch panów, przy czym Krystian aktywnie (uwaga: nie kłamię!) siedział razem z żoną przy maszynie i sam uszył kilka poszewek ! Podziwiam i zazdroszczę takiego męża (mój to najwyżej o maszynę może się potknąć :) ).
               Cała czytelnia była podzielona na 4 strefy: szycia, prasowania, krojenia i relaksu :) Wiadomo, trzy pierwsze tak skonstruowane, by panie nie mające kontaktu z szyciem miały w czym pomóc. Strefa ostatnia - też nieodzowna :) kawka, herbatka i małe co nieco - by nie opaść z sił :)
               Dam tylko kilka poglądowych zdjęć, resztę można znaleźć na stronie mojej biblioteki i u Natalii








Moje ulubione zdjęcie - dwie najstarsze maszyny na sali, siostry łuczniczki :)  Agnieszki z przodu, moja z tyłu :) dzielnie dotrzymywały kroku "nowszym" koleżankom :)

  

Pozdrawiam :)

sobota, 28 września 2013

Kołnierzyki bebe

Zaletą prowadzenia zajęć rękodzielniczych z dziećmi jest to, że najpierw daną technikę trzeba samemu wypróbować - by sprawdzić, czy maluchy podołają i ile czasu na to zejdzie. W taki sposób powstały poniższe kołnierzyki, niekiedy określane jako bebe. W pudle leżą jeszcze ze trzy niedokończone sztuki, które czekają na lepszy czas:)  Zrobione z wyszperanego w lumpku wielkiego flauszowego (?) płaszcza.







Kołnierzyki składają się z dwóch części, a wszystko trzyma specjalny klej do tkanin.


A tu też tak zwane "próbu - róbu"  :)   Zamotki albo makarony, oczywiście jak najbardziej recyklingowe :)



Kwiatek na ostatnim zdjęciu tak naprawdę jest broszką :) Do kompletu była jeszcze zamotkowa bransoleta na rękę, ale chyba jej nie obfociłam...
 

niedziela, 8 września 2013

Origami bag

Koleżanka z pracy dostała przeniesienie i miałam małą zagwostkę - co by tu jej wręczyć na pożegnanie?  Czasu miałam niewiele, zresztą u mnie zawsze najlepiej sprawdza się metoda "nóż na gardle"  :)
Ten tutek znaleziony w sieci i zapisany w zakładkach już od jakiegoś czasu czekał na wykorzystanie, więc przystąpiłam do dzieła. Najpierw próbnie uszyłam torbę dla mnie - zajęło mi to 3 godz. Potem uszyłam torbę dla koleżanki - zajęło to ... pół godz!  :)
W sumie do sklepu  idealna, moją testowałam na zakupach w lumpku :)  Prosta w formie, bez zapięcia, w razie potrzeby można zwinąć i do mniejszej torby schować. Kolory podobne do siebie przypadkowo - tylko te dwa materiały miałam w odpowiedniej grubości i szerokości :)





Tu obie razem :)


Z mojej strony tylko rada dla osób, które skorzystają z tutka - calutki prostokąt materiału przed składaniem do kupy dobrze jest obrobić, tj. zrobić małą zakładkę. W tutoriale tego nie pokazali, a ja nie pomyślałam i musiałam potem pruć już zszytą torebkę :)

środa, 4 września 2013

Ciumkatki dwie

Szwagierka zwróciła się do mnie z prośbą o uszycie czegoś dla małego chłopczyka. Szła do koleżanki i przecież nie wypada tak z pustymi rękoma, prawda? Na szybko przyszło mi kilka rzeczy na myśl, ale decyzję zostawiłam szwagierce - wybór padł na "ciumkatki". 
Wieczorem jak synuś zasnął wybrałam szmatki i skroiłam, wcześnie rano siadłam i do kupy 
złożyłam :) i tak expresowo powstały... dwie sztuki :)  Nie mogłam się zdecydować na jeden zestaw materiałów, dumałam i dumałam,  w końcu  zrobiłam dwa egzemplarze. 
Szwagierka zaś zgarnęła obie sztuki, gdyż się okazało, że jej druga znajoma na dniach urodziła chłopczyka! Ma się to przeczucie :D







wtorek, 27 sierpnia 2013

Kolorowo dziś...

W ramach porządkowania folderów na pulpicie pokazuję zaległe rzeczy :)

Domki oglądane u Was natchnęły mnie do spróbowania sił w tej kwestii. Najwięcej kłopotów zajęło mi dobieranie kolorów - jakoś nic mi do siebie nie pasowało. Efekty ocenicie sami...




W temacie kolorków mieszczą się jeszcze te filcowe etui na telefon :)






Buziaki :)


niedziela, 18 sierpnia 2013

Pourlopowo...

                 Urlop wyczekiwany przez dłuuugi czas tak szybko zleciał, że ani się obejrzałam a tu jutro trzeba do pracy lecieć. Jednak to prawda, co kiedyś w radio słyszałam - żeby człowiek dobrze wypoczął, potrzeba minimum 4 tygodni wolnego; 2 tygodnie urlopu to tylko taki pic na wodę prawdziwego wypoczynku. Zanim człowiek ogarnie w mieszkaniu długo odkładane "na potem" rzeczy, zanim odwiedzi ciotki nim te się śmiertelnie obrażą, zanim skończy czytaną od kilku miesięcy książkę, to na prawdziwe urlopowanie zostaje mało czasu.
                 U mnie w tym roku urlop stał pod znakiem wyjazdów. Najpierw dzieciątko wyfrunęło mi z jednymi dziadkami do Wisły na letnie skoki - pierwszy raz tak długo sam - stresa miałam jak nie wiem co, nie ukrywam! Potem ja pojechałam do Małża na 5 dni, Franuś w tym czasie zmienił dziadków i pojechał do mojej rodziny na wieś. Po powrocie jeden dzień na ochłonięcie, przepakowanie, odebranie synka i hurrrraaa nad nasze morze. Pogoda niedopisała, dziecko strasznie marudzące - chyba zdezorientowany tymi ciągłymi zmianami otoczenia... i w końcu dom... Mały jak zobaczył w końcu swoje zabawki w pokoju to przez kwadrans z niego nie wychodził :D
             Jeszcze przed samymi wyjazdami rzutem na taśmę udało mi się spędzić trochę czasu przed maszyną. To na trzeci etap LAS-u :)
Ale taka moja robota głupiego - spieszyłam się by przed wyjazdem dotrzymać terminu, a podczas wyjazdu termin przegapiłam i zdjęć nie wysłałam ;[  Zła byłam na siebie chyba przez dwie godziny, Małż widząc moją minę nawet patykiem mnie nie tykał :P






Z samej kosmetyczki jestem zadowolona, przeszła chrzest bojowy na wyjazdach. Jednak jeśli jeszcze kiedyś najdzie mnie na szycie takowej, to muszę pamiętać o sztywniejszym środku - sama ocieplinka nie wystarcza, kosmetyczka o własnych siłach nie stoi :P  No i w końcu ruszyłam zapasy od dawna chomikowanej grubszej bawełny w jakże romantyczny różany motyw :D

wtorek, 6 sierpnia 2013

Krzesełko dla synka

Pociętą gąbkę z materaca trzymałam w dużym pokoju długo, bardzo długo... w końcu zmęczona jej widokiem, jak i ultimatum postawionym przez Małża, wyciągnęłam część, poszłam do kuchni po wieeelki nóż i zaczęło się...

Miały być kostki edukacyjne dla synka, takie duże, kolorowe, z różnymi szeleszczącymi i grzechoczącymi elementami. Jednak zważywszy na porę dnia, kiedy się za to zabrałam (9 wieczorem), pomysł odrzuciłam. Myślałam, myślałam, myślałam, i prawie wymyśliłam. Stanęło na małym foteliku, który mógłby służyć małemu do zabawy. Pocięcie gąbki poszło mi w miarę sprawnie, wymierzenie materiału też. Na pokrowiec poświęciłam tkaninę z Ikei, z której docelowo miało być coś innego. Całość obszyta ręcznie, dość gęstym ściegiem. Dumna byłam niesłychanie z efektu i ciekawa, jak zareaguje Franek...



Cóż, dziecko nie doceniło starań matki, ledwie zarejestrowało nowy przedmiot w pokoju  :)